regał w kuchni

Zamontowaliśmy z Lepszą Połową w naszej kuchni regał na książki. Niedługo później musieliśmy zamontować drugi. Miejsce znowu się nam kończy. Ale książki kucharskie muszą być pod ręką.

Pokaż mi swoją bibliotekę, a powiem ci kim jesteś - powiadają. To samo dotyczy księgozbioru kuchennego. Oto najważniejsze dla mnie pozycje:

Julia Child - „Gotuj z Julią”

To książka, która pełni funkcję podręcznika - niezbędnika. Autorki przedstawiać nie trzeba, chociaż pewnie dla większości z nas ma ona twarz Meryl Streep. Absolutny kurs obowiązkowy, który przynosi nieocenione efekty, gdy przyjdzie się zmierzyć z tak zasadniczymi zagadnieniami, jak zrobienie mikstury mleczno-jajecznej na wierzch tarty, uratowanie zwarzonej zupy czy przygotowanie klasycznego sosu pieczeniowego.

Jamie Oliver - „Każdy może gotować”.

Kurs podstawowy w wersji nieco mniej ortodoksyjnej i zdysyplinowanej. Ujęła mnie ta książka, bo jej misją jest przekonanie nawet kuchennych analfabetów, że mogą gotować, będą potrafili to robić, i - co więcej - polubią to. Jamiego szanuję niezwykle - bo w odróżnieniu od kuchennych celebrytów, on traktuje jedzenie, przygotowywanie posiłków i żywienie, jako rzecz ważną i poważną. A wdzięczny jestem mu za takie patenty, jak dodawanie sosu Worcestershire i musztardy do mielonego mięsa.

Eliza Mórawska - „White Plate. Słodkie”

Trzecia książka z zestawu podstawowych - tym razem w temacie pieczenia na słodko, co wprawdzie robię rzadko, ale robię. Autorka blogu White Plate (oraz nieodżałowanej Pracowni Wypieków) to dla mnie drugi autorytet w kolejności - sięgam do niej wtedy, gdy akurat mama nie może odebrać telefonu :)

Jeff Potter - „Gotowanie dla geeków”

Połączenie kucharza, inżyniera i świra - to zapowiedź świetnej lektury. A wiedza o tym, jak skalibrować piekarnik, w jakich temperaturach ścinają się poszczególne białka jajka, i jakie warunki muszą zostać spełnione, żeby zaszła denaturacja kolagenu - to bynajmniej nie tylko ciekawostki. Ta ostatnia kwestia pozwoliła mi np. pewnego razu zhackować udziec wołowy.

Jamie Oliver - „Jamie Does...”

Miałem tę książkę na półce na długo zanim pokazała się na polskim rynku (dlatego właśnie pokazuję ją tu w wersji angielskiej). Bo tak się składa, że zbiór przepisów z podróży Jamiego po Włoszech, Szwecji, Maroku, Hiszpanii, Grecji i Francji odzwierciedla także zestaw miejsc, smaków i wrażeń bardzo mi bliskich. Jamie trochę koloryzuje, kombinuje i przekręca na swoją modłę, ale czym jest gotowanie, jeśli nie interpretacją?

Ruth Oliver, Orly Pely-Bronshtein i Shaily Lipa-Angel - „Fresh Flavors from Israel”

Bodaj najfajniejsza - może z wyjątkiem palestyńskiego wichajstra do formowania falafeli - pamiątka z Jerozolimy, którą sobie przywieźliśmy. Część przepisów to to absolutna klasyka (hummus, szakszuka, falafel...), część to twórcze, nowoczesne ujęcie (autorskie gazpacho jednego z izraelskich szefów kuchni, z dodatkiem moreli). Dzięki tej książce powstała nasza sobotnia tradycja - szakszuki na śniadanie.

May S. Bsisu - „Kuchnia Arabska”

Pani May (która prowadzi też stronę internetową) to taka arabska Julia Child. Kuchnia arabska często pojawia się na naszym stole, a ta książka dostarcza kanonicznych przepisów.

Piotr Bikont - „Kuchnia żydowska Balbiny Przepiórko”

„Kuchnia żydowska” to pojęcie tak złożone, jak „kuchnia chińska”. Ta książka to bardzo fajne kompendium kuchni Żydów aszkenazyjskich, którzy byli naszymi sąsiadami. W dodatku naprawdę efektownie pomyślana edytorsko.

Ghillie Başan - „Classic Turkish Cooking”

Kolejna książka przywieziona z podróży (to skądinąd nasz stały zwyczaj), i kolejny hit na naszej półce. Kuchnia turecka to zdecydowanie jedna z moich ulubionych, a ta książka, znakomicie wydana, to biblia dla wielbicieli pilawu i kebabów. Adana kebab robię według przepisu pani Başan.

Anthony Bourdain - „Kill Grill”

Dla odmiany coś do poczytania - zbiór felietonów kuchennego łobuza. Rozdział o tym, jak szefowie kuchni robią nas w konia, naprawdę robi wrażenie. Czyta się świetnie, tembr Bourdaina mile dźwięczy w uchu Faceta z nożem, a w dodatku to właśnie Bourdain namówił mnie w tej książce do regularnego robienia własnego bulionu.


Yotam Ottolenghi, Sami Tamimi - „Jerozolima”

Nowość na naszej półce, książka, którą kupiliśmy niemal natychmiast, gdy tylko ją zobaczyliśmy - bo pomysł, żeby choć spróbować oddać przez kulinarny pryzmat niebywałą złożoność, różnorodność, przenikalność i niezwykłość tego miasta, to pomysł zasługujący na solidną literacką nagrodę. Autorzy są londyńskimi kucharzami, wychowali się w Jerozolimie - jeden w środowisku żydowskim, drugi w palestyńskim. Książka aż pachnie kminem, sumakiem, granatem i korzeniami. W dodatku na okładce ma szakszukę.

Jeffrey Hamelman - „Chleb”

Książka słusznie okrzyknięta "biblią chleba", absolutny niezbędnik, kompendium wiedzy i przewodnik dla każdego, kto domowe pieczenie chleba chce potraktować poważnie. Polecam zwłaszcza tym, którzy podstawy mają już za sobą - mistrz Hamelman pomaga lepiej zrozumieć proces, poprawić efekty, skorygować błędy. Trochę cierpliwości i praca z tą książką naprawdę pozwala doświadczyć efektów. A do tego to pasjonująca lektura!

Grzegorz Łapanowski - „Wzór na smak”

Najpierw o smakach, zasadach ich łączenia wzajemnych relacjach i funkcjach, potem przepisy ułożone według składników z paletami potencjalnych zestawień (stylizowanymi na infografiki - warstwa wizualna też jest mocną stroną tej książki): zarówno kanonicznych (kalafior, masło, śmietnaka, gałka muszkatołowa), jak i odkrywczych (radicchio do kaczki! musztarda do marchwi!). Piekielnie rzetelna, nienadęta, a mądra książka. Więcej o niej pisałem tutaj >

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...