niedziela, 3 lutego 2013

hot dog pride

Kto z Was tego nie zna?
Na przykład podróż. Stacja benzynowa gdzieś na trasie, przerwa na szlaku, tankowanie, zielony-pin-zielony, i nagłe pokuszenie, potrzeba zaspokojenia energetycznego deficytu, zastrzyku dopaminy. Więc bierzemy kawę. I jednego z parówką. Sakramentalne pytanie: "jakie sosy?" - i już można uderzać dalej, w trasę, z nową energią.
Albo gastrofaza o drugiej w nocy. W wydychanym powietrzu nieprzyzwoita ilość promili, jest impreza, są fajni ludzie, trzeba coś złapać na ząb. Kebab był ostatnio, knajpy pozamykane, w McDonaldzie wstyd się pokazać. Wtedy w głowie odzywa się synestezja z musztardą w roli głównej. A ślinianki nie wyrabiają.
Albo galeria handlowa. Przebodźcowanie, zmęczenie, klaustrofobia, irytacja. Grupka facetów, których lepsze połowy trwają w zawieszeniu między tymi a tamtymi butami, albo dręczą litanią swoich wydumanych braków i nadmiarów, a przecież wszystkie one są dla nas piękne, no więc ta grupka facetów, obwieszonych obrandowanymi torbami, a niekiedy i potomstwem, czeka cierpliwie, skupiając się wokół wózka, z któego dobiega zapach gotowanych parówek. Niechże to będzie pocieszenie w niedoli.
We wczesnych latach 90. hot dogi stanowiły symbol amerykanizacji. Pamiętam, jak mój tata, wróciwszy z  USA, w każdą sobotę rano serwował nam hot dogi. Miałem 10 lat, i budzący mnie rano zapach przypieczonej pszennej bułki, gotującej się parówki i musztardy miał zostać ze mną we wspomnieniach na długo.
W późnych latach 80. były spacerowym delikatesem, ukłonem władzy ludowej w stronę burżuazyjnego Zachodu, sprzedawanym z podejrzanych budek, z bułką nabitą na pal i kiełbaską leszczyńską, o której mawiało się, że sporą część jej zawartości stanowi papier toaletowy, i dlatego nie da się go kupić.
We wczesnych latach 80. parówka była symbolem krwawicy naszych rodziców, godzin spędzonych w kolejce, towaru wywalczonego, upragnionego. W Trzeciej Rzeczypospolitej parówka stała się symbolem cwaniactwa producentów, którzy nauczyli się, jak robić w ciula swoich klientów, sypiąc do swoich produktów świństwo wszelakie, od białka sojowego i maltodekstryny po polifosforany.
Wszyscy wiemy, z czego robi się parówki. Cytując Gardło Sobie Podrzynam Dibblera, ze Świata Dysku, powieściowego cyklu Terry'ego Pratchetta, "krowa nie miała pojęcia, że ma takie części". Albo przynajmniej się ich wstydziła. Na szczęście, rewolucja konsumenckiej świadomości spowodowała, że pojawiły się parówki, którym z grubsza można zaufać. Z ponad 90-procentową zawartością mięsa z szynki wieprzowej, bez zatrzymujących wodę (w parówkach i w organizmie) polifosforanów i bez MOM-u.
Przywróćmy godność hot dogowi.
Ikonie naszego dzieciństwa, towarzyszowi podróży i dobrej imprezy,
dumie Ameryki.
Bo dla Amerykanów hot dog to symbol lata, wspomnienie dzieciństwa, obowiązkowy punkt programu na meczu, festynie, domowym barbecue. Według Becky Mercuri, autorki wspaniałej "The Great American Hot Dog Book", obecnie konsumpcja hot dogów w USA sięga 20 miliardów rocznie. Każdy stan, każdy region i miasto, czują się w obowiązku opracować własny model, typ i recepturę. Od Nowego Jorku po San Francisco, od Maine po Teksas, można podróżować szlakiem hot dogów.

Blogerzy - akcja! Zróbmy sobie wspólną hot-dogową blogową imprezę. Podstawowe założenie - ma być kiełbaska w pieczywie albo w czymś w rodzaju pieczywa (ciasto? wrap? na co tylko wpadniesz). Poza tym wszystkie chwyty dozwolone. Odtwórz któregoś z klasycznych hot dogów amerykańskich albo stwórz własnego, niepowtarzalnego.

Kod należy skopiować i wstawić na swoją stronę.
Hot dog pride!
Zasady akcji znajdziecie na Durszlak.pl >>

Przeproście Wasze Lepsze Połowy, nie przyznawajcie się Waszym kardiologom i dietetykom, od czasu do czasu trzeba. Tak jak pizza party, tak i hot dog party może się okazać fajnym wydarzeniem. Nastaw gar parówek. Podgrzej stertę bułek. Postaw przed gośćmi różne sosy, pikle, warzywa i pozwól im sobie skomponować własnego hot doga. Sprawdziliśmy, udaje się świetnie.
Czyś jest jankes, kowboj czy redneck, nie odmówisz hot doga, prawda?


Czego unikać, wybierając parówki?

  • Mięsa oddzielanego mechanicznie, czyli MOM - w przemyśle nic się nie może zmarnować. Starą kurę nioskę, której żywot upłynął na horrorze chowu klatkowego, resztki rozebranego kurczaka, skóry, chrząstki, stópki i grzebienie, przeciska się pod wysokim ciśnieniem przez drobne sita, aż otrzyma się homogeniczną breję. Zapycha się nią parówki, konserwy, pasztety. Nie chcesz tego jeść.
  • Polifosforanów (E452) - służą do wiązania w wędlinie wody, której dodaje się, żeby zwiększyć wagę produktu i - by tak rzec - rozcieńczyć mięso. Spożywane w nadmiernych ilościach, zwiążą wodę również w Twoim organizmie.
  • Parówek "z indykiem", "z kurczakiem", "z cielęciną". Przypadek rzeczownika jest ważny. Narzędnik - źle. Dopełniacz - dobrze. Jest różnica między parówkami "z indykiem", a parówkami "z indyka". W tych pierwszych wystarczy dodać indyka, np. 0,5 procent. Czytaj skład. Lepiej kupić parówki wieprzowe, jeśli jest w nich 90% wieprzowiny, niż parówki "z indykiem", w których jest śladowa ilość indyka, a reszta to Bóg wie co. 
Na rynku są parówki zawierające 90% i więcej mięsa z szynki wieprzowej. Powinny stanowić lepszy wybór niż rzekome parówki drobiowe z MOM-em i ilością mięsa, którą wykryć można tylko laboratoryjnie.

Kilka uwag na temat bułek:

  • Bułki do hot dogów to nie jest najzdrowsze pieczywo. Zawiera dużo cukru i masę polepszaczy. Trzeba się z tym pogodzić, ale nie ma przeszkód, żeby do hot dogów użyć podłużnych bułek od Twojego ulubionego piekarza.
  • W USA bardzo często bułki są podgrzewane na parze (steamed) - przyznam się, że nie eksperymentowałem w obawie, że wyjdą mi mokre gąbki. Ale w sieci jest sporo porad - z tego co czytałem, wystarczy na chwilę wrzucić bułę do garnka do gotowania na parze, pewnie można by też spróbować w parowarze. Ale najpewniejszą metodą jest podgrzanie pod grillem.
  • Hot dog chicagowski wręcz wymaga nietypowej bułki - nasza sztangielka z makiem będzie najbliższym odpowiednikiem.
  • Zamiast bułki: jako że każdy stan i region chce mieć własnego hot doga, spotyka się zamiast bułki wrapy z tortilli, hot dogi w cieście naleśnikowym, francuskim... generalnie - można eksperymentować do woli.
  • Ser: zawsze warto do podgrzewanej bułki wrzucić pół plastra sera cheddar. Jeśli chcesz podrobić amerykański efekt, użyj jednego z tych topionych serków sprzedawanych w osobno zafoliwowanych plastrach (użyłem cheddara z hamburgerem na opakowaniu). Zdrowo nie będzie, ale smak będzie się zgadzał :)



A teraz kilka patentów na hot dog party. Pochodzą ze wspomnianej książeczki "The Great American Hot Dog Book" autorstwa Becky Mercuri, z moimi zmianami.

HOT DOGI Z SOSEM CEBULOWYM (Maine)

Potrzebujesz:

  • parówki
  • bułki podgrzane na grillu lub na parze
  • 5-6 średnich czerwonych cebul
  • 1-2 łyżki masła
  • pół butelki (200-250 ml) dobrego sosu barbecue
  • łyżeczkę płatków chili
  • trochę wody
  • opcjonalnie: jabłko
Drobno posiekaj cebulę (i opcjonalne jabłko). Na patelni rozgrzej masło, wrzuć cebulę (z opcjonalnym jabłkiem ;) ), niech się dobrze zeszkli, a nawet lekko zrumieni. Wsyp chili i wlej sos barbecue oraz wody na wyczucie, żeby się trochę rozluźniło.. Dobrze wymieszaj. Zmniejsz ogień, niech się porządnie ogrzeje i trochę zredukuje.
Parówka do buły, na to hojna porcja sosu. Efekt będzie słodko-pikantny, winny i owocowy, uwodzicielski.
Dla hardkorów - dopraw majonezem.



KLASYCZNY HOT DOG Z CONEY ISLAND (Nowy Jork)
Z początkiem XX wieku na molo na Coney Island pojawił się niejaki Nathan Handwerker, emigrant z Polski. Zobaczył ogłoszenie o pracy na stoisku Charlesa Feltmana, uważanego za wynalazcę "kanapki z frankfurterką". Niebawem Handwerker zarobił tyle, że mógł założyć własne stoisko na molo. "U Nathana" sprzedawało kiełbaski po pięć centów, u konkurencji kosztowały dwa razy tyle. Od tej pory, pisze Becky Mercuri, Nathana Handwerkera uznano za "tego, który dał hot dogi ludowi". 

Potrzebujesz:

  • parówek (powinny być wołowe, w Polsce nie do kupienia), najlepiej grillowanych
  • bułek, najlepiej podgrzanych na parze, jeśli zdołasz
  • musztardy
  • 500 g dobrej kiszonej kapusty (jeśli adres producenta podany na opakowaniu to Charsznica, na pewno będzie dobra)
  • 3-4 łyżki masła
  • 2 cebule
  • 2-3 liście laurowe, najlepiej świeże
  • 500 ml bulionu, najlepiej domowego
Kapustę porządnie wypłucz pod bieżącą wodą na sicie i zostaw na chwilę, niech odcieknie. Trochę ją przesiekaj. Na głębokiej patelni rozpuść masło. Wrzuć na nie posiekane drobno cebule, niech się lekko zrumienią. Teraz wrzuć kapustę i wymieszaj. Dorzuć liście laurowe i jeszcze trochę masła. Wlej bulion, zmniejsz ogień. Duś aż bulion całkowicie się wchłonie, zajmie to nawet godzinę. Mieszaj od czasu do czasu - jeśli kapusta leciutko się przysmaży i skarmelizuje - tym lepiej.
Do buły parówa, na nią musztarda, a na wierzch obfita porcja kapusty. Smak będzie esencją polskiej emigracji w USA. Coś jak świąteczna zasmażana kapusta w wersji fast-food.


HOT DOG W STYLU CHICAGOWSKIM
Miasto Ala Capone, genialnej architektury metropolitalnej i bluesa. Jak pisze pani Mercuri, przyprawienie tamtejszego hot doga keczupem uchodzi za zniewagę. O sposobie przygotowania chicagowskiego hot doga mówi się "przeciąganie go przez ogród".

Potrzebujesz:

  • parówki, a jeśli chcesz, żeby było naprawdę chicagowsko - kiełbaski wiedeńskie
  • bułki z makiem, idealnie byłoby podgrzać je na parze
  • ogórki konserwowe pokrojone wzdłuż w ćwiartki
  • pomidory pokrojone w ósemki (wedgesy) albo w plastry
  • cebulę pokrojoną w piórka
  • marynowane papryczki
  • musztardę
Do buły parówa. Na nią musztarda. Na nią po trochu z wszystkich pozostałych składników. Klasyk.

Chicagowski hot dog w wersji sprofanowanej. W wersji ortodoksyjnej nie powinno być keczupu! :)

CHILI DOG (Teksas)

Potrzebujesz:
  • parówek
  • bułek do hot dogów
  • chili con carne - takiego, jak w tym przepisie na chili burritos (ale możesz zrezygnować z ziemniaków, zamiast tego dorzuć puszkę kukurydzy). Najlepiej zrobić na raz więcej chili i trzymać poporcjowane w zamrażalniku. Nigdy nie wiesz, kiedy się przyda. 
  • opcjonalnie: liście sałaty
Buła. Parówa. Na to tyle chili, ile się zmieści. Pod parówkę możesz wrzucić liść sałaty, żeby zmylić dietetyka.


24 komentarze:

  1. Ciekawy pomysł, no i plus za zwracanie uwagi na skład poszczególnych składników hot-godów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) A swoją drogą - fantastyczna ta literówka: HOT GOD, bóg fast foodu! :)

      Usuń
  2. i`m impressed... korzystałeś z jakiejś antologii hot-doga? Lubię hot dogi w ikea, ale założę się, że te prawdziwe smakują zupełnie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetna jest książka, którą linkuję w tekście. Przepisy, historie, adresy :)

      Usuń
  3. oO...Fantastyczny post, super pomysł na pyszne hot-dogi. Będę wracać do tego posta. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. fajny pomysł :))) jak myśle o ostatnich hot dogach jakie robiłam, to przypomina mi sie masakra! zalałam cały stół, a najgorsze, ze aparat brata też ;/ Przez dluższy czas nie był w uzyciu, ale na szczeście jakoś wrocił do świata żywych :)))

    pozdrawiam:)
    Olinka - Smakowy Raj

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam jednym tchem! uwielbiam czytać Twoje posty. A co do stacji benzynowych - to prawda (ja lubię te z Orlenu, na ostro)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to obowiązkowy rytuał, jakoś się czuję usprawiedliwiony, bo to w końcu w podróży, trzeba trochę energii itp. :) (biorę z samą musztardą)

      Usuń
  6. Nawet z posta o hod dogach potrafisz zrobić świetny felieton :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma to jak dobry hot dog :) Ja wprawdzie za tymi na stacjach benzynowych nie przepadam, ale za to takie zrobione w domu z użyciem dobrych parówek są świetne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze napisany tekst. Pamiętam jak przez moment było w dwóch miejscach w Warszawie Taco Bell. Tam mieli mistrzowskie chilli hot dogi. Na mocnej gastrofazie (to były szalone lata dziewięćdziesiąte;) smakowały naprawdę mistrzowsko.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fast food może być też slow food, właśnie wyknułam i się dzieje w kuchni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie tak! Bardzo jestem ciekaw efektów Twojego knucia :)

      Usuń
  10. Mmmm ,ale mam smaka :) przypomniały mi się wakacje :P Najbardziej lubię z prażoną cebulką :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawie opisane..może się skuszę, wszak ja i mój mąż lubimy czasami zjeść junk fooda :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skuś się, skuś, zwłaszcza, że - jak zauważyła powyżej Olasz - fast food nie musi być junk, a może za to być slow :)

      Usuń
  12. Nie mam pewności, który fragment posta podoba mi się najbardziej: ten z kapustą kiszoną, bo ślinianki stanęły mi na sztorc czy ten ze zmylaniem dietetyka.
    To zabrzmi fatalnie, ale....nigdy nie jadłam hot doga... i nie mam już 5 lat, by to było usprawiedliwieniem. Jakoś źle mi się kojarzą, z czymś tłustym i nawet mężowski mnie nie przekonuje swoim "ale głupia jesteś, że nie chcesz spróbować".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za dobre słowo :) A gdy chodzi o to życiowe uchybienie, zawsze można je naprawić - i to tak, żeby nie było tłusto. Zamiast parówki dobrej jakości kiełbaska drobiowa, pełnoziarnista bułka, dużo warzyw, a ketchup i porządna musztarda nie są szczególnie kaloryczne. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. No nie jadłam takiego z miejsc publicznych. W domu zrobię na pewno! Tak, jak robię hamburgery, nie jedząc wcześniej ani razu takiego oryginału z McDonalda.
      Prawdę powiedziawszy kalorię to ma w d....w poważaniu, bo i tak nie przekraczam całe życie 50kg żywej wagi, ale nie wykluczam, że tak się dzieje właśnie dlatego, że wszystko co tłuste (lub robi takie wrażenie) odrzuca mnie samoistnie. Serdeczności

      Usuń
  13. No cześć, może nie uwierzysz, ale wczoraj (jako że piątek i trzeba suszyć, hłe, hłe) mieliśmy ucztę parówkową. dzieci mnie naciągnęły na wielką pakę parówek w Lidlu, twierdząc, że mają 90% mięsa (no nie wiem, coraz gorzej widzę, a literki były malutkie, może ściemniali, żebym kupiła na te hot-dogi). Bułki to były bagietki. Żarliśmy to z sosem jogurtowo-czosnkowym, sałatą, korniszonami, tabasco (ja) i keczupem (Potwory). Było przepysznie i strasznie naciapane. Hotdogożercy wszystkich krajów łączcie się!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny tekst, został wchłonięty przeze mnie razem ze śniadaniem mistrzów.;)
    Czekam aż wpis z mojego bloga zostanie dodany do akcji.:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Super pomysły! Ja tez od czasu do czasu lubię zjeść hot doga, ale właśnie takiego domowego, gdzie wiem co jem :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Swietny felieton, czyta sie jednym tchem. Slinka pociekla na hot-doga. Parowki sojowe, kapusta kiszona, musztarda, ogorki kiszone. Czas na zakupy. P.s. Zakupy na placu na stawach robilam kiedys codziennie kilka lat (pracowalam obok). Stary kleparz nie tak blisko ale lubie tam kupowac. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...